tekst zastępczy
GRY

document Carolina's world ;) - www.blog.fory.pl

Carolina's world ;)

27.10.2012 - Jesteś bogiem


,,Mam jedną pierdoloną schizofrenię
Zaburzenia emocjonalne
 Proszę, puść to na antenie’



 

Robert uparł się, że musimy obejrzeć ‘’Jesteś bogiem’’. Zdziwiłam się, bo przecież On nie cierpi hip-hopu. Ale w sumie wypada zobaczyć ‘’film twórców Sali samobójców’’ , którym wszyscy tak się podniecają. Zobaczyliśmy. W krakowskim ARS Kinie. Swoją drogą, fajne miejsce. Ciche, spokojne, zupełnie niepodobne do wypasionego Multikina czy innej Plazy.

Co mogę powiedzieć o samym filmie… nie porwał mnie. Naprawdę. Liczyłam, że wyjdę wzruszona, poruszona, zachwycona, zakochana w Paktofonice. Że zaraz po seansie obudzi się we mnie miłość do składu i pobiegnę wydać ostatnie pieniądze na ich płytę. Ale nie. Dwugodzinny seans znudził mnie i zirytował. Przez cały czas zadawałam sobie pytanie: kiedy to się wreszcie skończy?

Dodatkowo zgrzytałam zębami, kiedy Magik, ofiara losu, zostawił wózek z zakupami przed supermarketem, lub kiedy zdradzał żonę z panią z telewizji. Myślałam tylko ‘’ogarnij się chłopie!’’.

Jedynym przyjemnym akcentem było to, że rozpoznaliśmy z Robertem ulicę Katowicką i przystanek autobusowy, na którym ostatnio ponad godzinę czekaliśmy na KZK (czyli śląskie mpk).

W końcu Magik wyskoczył z okna. Telemarku nie było, był za to płacz i ‘’rozpacz czarna jak porter’’ (że pozwolę sobie zacytować Łonę). I wreszcie mogliśmy opuścić salę kinową. Czekałam na refleksje Roberta i mocno się zdziwiłam, kiedy mój facet stwierdził co następuje:

-Zajebisty film!

-Ty żartujesz?- spytałam asekuracyjnie.

-Nie. Świetny! A Magik…ach… widzisz, on robił to co kochał. Super. Realizował swoją pasję a środowisko go nie rozumiało.

-Tak jak Ciebie… -weszłam mu w słowo.

-Miał chuj*wą pracę, to ją rzucił. ..

-…jak Ty…-wtrąciłam.             

- I oddał się temu co kochał…

-No, wypisz-wymaluj Twoja historia- ironizowałam, na co Robert warknął:

-Bo Ty nie dojrzałaś do tego filmu!
-Kotek! On był nieprzystosowanym do życia socjopatą! Patrz jak traktował żonę! Nienawidzę takich kolesi! Zrobić dziecko to każdy potrafi. Ale już z utrzymaniem jest gorzej. Zniszczył dziewczynie życie. Ma synka, męża nieudacznika z dzikimi schizmami, a właściwie już nie ma, bo została młodą wdową… no curva! Typ wiecznego chłopca. Skrajnie nieodpowiedzialnego!- włączyła mi się skrajna feministka.

-Ale on miał dopiero 22 lata kiedy skoczył! Jak mógł być odpowiedzialny?

-Kotek, ja wiem, że jak się ma 22 lata, to ma się g*wno we łbie. Przecież sama mam 22 lata i widzę po sobie, że jestem nieprzygotowana do założenia rodziny. Ale są pewne granice. No popatrz ile on wydawał na zioło i fajki. Mógł się nieco ogarnąć. Jak zrobił dziecko, to powinien umieć się nim zająć. Ciśnienie mi skoczyło. Jest tak samo nieodpowiedzialny jak John Bennett z ‘’Teda’’. Nienawidzę tego typu kolesi! A w wywiadzie z jakimś tam specem od PFK czytałam, że film i tak podaje złagodzoną wersję jego życia. Podobno żonę zdradzał wielokrotnie, a nie raz, jak to pokazano w filmie.

-I ponoć miał u wszystkich długi i ciągle chodził ujarany- mruknął Robert- co nie zmienia faktu, że żona powinna być dumna z jego dorobku artystycznego. Tak pośmiertnie.

-No weź mnie nie osłabiaj! Jakiego dorobku? Słuchałeś ich kiedyś?

-Nooo… w sumie nie- przyznał Robert.

-A ja tak. Jak spotykałam się z Pięknym Pablo to przymusowo musiałam tego słuchać. I wiesz co? Ja zawsze myślałam, że Piękny był taki pojeb*ny bo za dużo pił. Ale teraz myślę, że jego popierdol*nie brało się w połowie z alko a w połowie z słuchania tych psychodelicznych kawałków PFK i Kalibra44. A może Piękny tyle pił, bo tylko w stanie skrajnego upojenia mógł tego słuchać…?

 

…i tak spacerowaliśmy po Krakowie rozkminiając postać Piotra Łuszcza. Rozważania nasze zaniosły nas na Wawel, ale nawet patetyczna atmosfera Zamku Królewskiego nie zdołała nas pogodzić co do kwestii PFK. Powiem więcej: przez naszą zażartą dyskusję spóźniłam się na pociąg do Katowic.

…co sprawiło, że trochę zmieniłam zdanie co do ‘’Jesteś bogiem’’. Nie może być stuprocentowo beznadziejny, skoro rozmawialiśmy o nim z Robertem przez bite 4 godziny. Skłonił nas do refleksji, a to już jest coś!

Komentarze (0) :: Przeglądaj

23.10.2012 - Znów ja

Witam, witam szanowną publikę!

Dawno nie pisałam, więc w telegraficznym skrócie:

Robert powrócił do Loli, przez co Lola powróciła do życia. Nie powróciła za to na łono macierzystej uczelni. Bo-jak mówią- ''kto nie idzie naprzód, ten się cofa''. A Lola cofać się nie ma zamiaru. Edukację kontynuuje na Uniwersytecie Śląskim. Mieszka w Domu Studenckim (wersja de luxe) z trzema zakręconymi współlokatorkami, imprezuje w klubie Straszny Dwór a alkohol spożywa w parku Leśnym.

Tyle tytułem wprowadzenia.

I przesłanie dla Wiernych Czytelników:

 

Komentarze (0) :: Przeglądaj

30.7.2012 - Good bye my love, good bye!

 

 

Na początku Lola zastanawiała się ,,co sprawiło, że ja, wyzwolona, niezależna, wieczna imprezowiczka wolę siedzieć w mieszkaniu i gadać z Robertem na gg, niż uprawiać clubbing? Dlaczego wolę chwilę wirtualnego kontaktu z Nim, niż całą noc fizycznego kontaktu z kimkolwiek innym’’. Zwykle dochodziła do odpowiedzi prostej i jednoznacznej: ,,bo Go kocham’’.

I po raz pierwszy w życiu jej pokrętna logika doprowadziła ją do słusznych wniosków. Kochała Roberta. Tak bardzo, jak tylko kobieta może kochać mężczyznę. Tak intensywnie, że nie sądziła iż tak się da. Był dla niej alfą i omegą. Centrum jej prywatnego świata. Obiektem westchnień. Przedmiotem pożądania. Nie będzie przesadą stwierdzenie, że na Robercie zaczynał się i kończył jej mikrokosmos. Widziała w Nim mężczyznę idealnego: połączenie najlepszego przyjaciela i czułego kochanka. Chciała spacerować z Nim brzegiem morza, zdobywać górskie szczyty, zwiedzać studenckie kluby, biegać po lesie, moknąć w ulewnym deszczu, faszerować się używkami, słuchać reggae, rozmawiać o literaturze i kinematografii, gotować wspólnie obiad, brać romantyczną kąpiel, pić szampana na podłodze przed kominkiem, patrzeć w gwiazdy… a najbardziej na świecie chciała zasypiać i budzić się w Jego ramionach.

Miała nadzieję, że pewnego dnia, może w niedalekiej przyszłości, zostanie Jego żoną. W swój podpis wkomponuje Jego nazwisko, znajdą wspólne mieszkanie, będzie prowadziła Mu dom i będą już na zawsze razem.

I tu właśnie ujawnia się pewna zła cecha charakteru Loli. Bardzo zła. Wybujała wyobraźnia. Bo w swojej naiwności sądziła ona, że kiedy się kogoś kocha, to cały wszechświat stara się wspomagać to uczucie. Wyobrażała sobie, że ich związek będzie jasny i czysty jak, nie przymierzając, pożycie Tristana i Izoldy. Myślała, że będą ze sobą ,,do końca świata i o jeden dzień dłużej’’.

…i kiedy już była prawie pewna, że Robert jest jej przyszłym mężem, rzeczywistość zrobiła to co zawsze. Dała jej brzeszczotem po jajach.

Może słaba psychika Loli nie była w stanie unieść takiego ogromu uczuć? Może to Robert nie wytrzymał jej zmiennych nastrojów? Może któraś ze stron miała za duże wymagania? Może po prostu do siebie nie pasowali? W każdym razie Robert zdecydował, że czas to skończyć.

Była na Niego wściekła, ale chciała żeby ją przytulił. W jej umysł wbijało się miliard szpileczek bólu na sekundę, i czuła, że tylko  ramiona Roberta są w stanie dać jej  ukojenie. Chciała żeby napisał, zadzwonił, pojawił się w drzwiach… i żeby powiedział ,,ej, Ty głupie stworzenie, przecież wiesz, że nigdy bym Cię nie zostawił! No, chodź do mnie!’’. Niestety, Robert nie napisał, nie zadzwonił, ani nie stanął w jej drzwiach.

Lola zaczęła mieć problemy ze snem. Nie mogła usnąć, a jeśli już jej się to udało budziła się w środku nocy, czując się jak śmieć.  Odechciało się jeść. Zmuszała się, żeby cokolwiek przełknąć. Ale trzeba jej przyznać, że ani razu nie zapłakała.

Pewnego dnia wpadła jej w ręce książka ,,Zespoły napięć’’ Janusza Wiśniewskiego. Zbiór opowiadań o kobietach. Ale jak o płci przeciwnej może pisać mężczyzna? Prawie każda z jego bohaterek była szaleńczo, bałwochwalczo wręcz zakochana a potem traciła ukochanego i cierpiała. A te, których mężowie nie umierali, podporządkowywały im się całkowicie i razem z nimi dziadziały.

I po tej lekturze Lola zaczęła się zastanawiać. Czy wszyscy mężczyźni właśnie tak patrzą na kobiety? Jako na posłuszne suczki? Albo istoty, których jedynym powołaniem jest służenie mężczyźnie? Jak na wierne towarzyszki, znoszące bez słowa skargi każdą fanaberię pana i władcy? A już opis uczuć kobiety, którą zostawia ukochany dotknął Lolę do żywego. Bohaterka książki przestała jeść, popadłą w anoreksję na tle nerwowym, zamknęła się w domu, obiecała sobie, że nigdy już nikogo nie pokocha itp.

Lola krytycznie się sobie przyjrzała.

-Jestem idealnym materiałem na kolejne opowiadanie. Już widzę opis stanu mojej duszy:

 

Gdyby ktoś zechciał prześledzić tok myślowy Loli po tej wiadomości, nie dałby rady. Gdyby chciał go choćby streścić i opisać, na przykład na łamach tego bloga, nie dałby rady. Bowiem wielość emocji, jakie targały naszą bohaterką nie dałaby się pomieścić w całym Internecie. Jedna setna, a nawet jedna tysięczna zaskoczenia, szoku, bólu, rozpaczy, zawodu, wściekłości, smutku, rezygnacji jakie wstrząsnęły jej świadomością zajęłaby niewyobrażalną ilość tetrabajtów. Dlatego nawet nie będziemy spróbować oddawać jej uczuć. Zacytujmy tylko wiersz ,,Pamięci taterniczki, która zginęła na Zamarłej Turni’’.

,,nie pomieszczę Twojej śmierci w murowanej trumnie Tatr’’.

Tak samo Lola. Nie dałaby rady pomieścić swoich uczuć dosłownie nigdzie. Czuła, jakby narastająca fala żalu miała rozsadzić ją od środka. Chciała się rozpłakać i razem z łzami uwolnić emocje, ale… nie mogła. Czuła coś na kształt blokady. Tępo gapiła się na wyświetlacz telefonu, raz po raz odczytując zrywającego smsa od –byłego już- Narzeczonego.

W głowie powtarzała sobie ,,Muszę odejść’’ Basa Tajpana ,,nigdy nie zetkną się już nasze ręce (…), muszę wymazać, co wcześniej pisałam o nas, na ścianach tego domu, za który mogłam nawet skonać’’.

 

Zaśmiała się do swojego odbicia w lustrze.

-Na starość Loli w głowie się pierdoli!- zarymowała wulgarnie, w opozycji do pseudo-romantycznych myśli o Robercie. Usiadła i –na swój indywidualny sposób, będący połączeniem stylu Ferdka Kiepskiego i Jakuba Wędrowycza- zanalizowała sytuację:

-Kochałam Go. Kochałam Go jak jasna cholera. Jakby mi kazał upierdolić sobie nogę, to spytałabym tylko ,,pod, czy nad kolanem?’’. Ale On mnie nie chce. Zerwał ze mną. I co? Czy rozstąpiła się ziemia? Czy pękło niebo? Czy przestało mi bić serce? Padłam jak rażona piorunem? Nie? No, to znaczy, że mogę bez Niego żyć.

Komentarze (0) :: Przeglądaj

27.7.2012 - Meeting

 

 

 

 

                O spotkaniu po latach, które nauczyło Lolę, że niektórzy nigdy się nie zmieniają. Będzie też mowa o przytulnej włoskiej kawiarence, hostelu i pracy w USA. Poza tym Czytelnik nie powinien się czuć zaskoczony, bo Omar (zwany we wcześniejszych wpisach Mężem) jak zwykle będzie się starał żeby Lola nie popadła w zbytni celibat, a nasza bohaterka wygłaszać będzie swoje zwyczajowe peany pochwalne na cześć Roberta.

 

Lolę zalała fala wspomnień. Owszem, Omar (postać pojawiająca się na łamach tego bloga od listopada 2010 pod nazwą Męża) był dla niej tylko ,,doraźnym chłopakiem’’, ale kojarzył się jej z najszczęśliwszym okresem w jej dotychczasowym życiu. Balangi do rana, rozkwit Morena Teamu, hektolitry wypitego za nie swoje pieniądze alkoholu, tabuny zalecających się Wiesławów i Ciapków… może nigdy nie darzyła go uczuciami innymi niż fascynacja jego demonicznym image’m, ale ucieszyła się, że do niej napisał.

                ,,Witaj Karolinn! Jadę na staż do Włoch i postanowiłem zahaczyć o Polskę. Wiem od wspólnych znajomych, że się zaręczyłaś. Bardzo się z tego powodu cieszę. Przykro mi, że w zeszłym roku groziłem Twojemu narzeczonemu, że go zabiję. Ale wiesz, że to wina Kejt. Powiedz mu, że bardzo go przepraszam. Szanuję Twój związek i  życzę Wam wszystkiego najlepszego. I mam prośbę: może dałabyś radę spotkać się ze mną w Krakowie? Tak po przyjacielsku. Obiecuję, że nie zrobię nic, co mogłoby zagrozić Twojemu związkowi. Tęsknię za Tobą.’’

                Uśmiechnęła się. Pamiętała jak Omar powtarzał jej, że ją kocha, jak rozmawiali o Koranie, jak uczył ją tureckich przekleństw, jak odwiedzali rzeszowskie kluby… zaraz też przypomniała sobie inne związane z jego osobą sytuacje: kłótnie, gęsto przeplatane wulgaryzmami w czterech językach, latające talerze w jego kuchni, awantury, groźby karalne pod jej adresem… nie przestawała się uśmiechać. Co by nie mówić o Omarze, to posiadał w sobie pasję. Z takim samym ogniem szeptał jej do ucha miłosne zaklęcia, jak i słynne ‘’I’ll kill you’’.

                Nie widzieli się od czerwca 2011. Wciąż jeszcze nie wybaczyła Omarowi wiadomości do Roberta, w której groził mu śmiercią, policją i wszystkimi plagami egipskimi, jeśli nie zostawi jej-Loli w spokoju.  Ale z drugiej strony… przecież Robert, jej guru i wyrocznia, mawiał, że ,,przekreślić można czyny, człowieka nigdy’’.  A nuż Omar spokorniał? Rok to dużo czasu.

                -A chuj, daleko do Krakowa nie mam, to się przejadę- mruknęła Lola wykazując się swoją kobiecą subtelnością.

               

                …przenieśmy się więc do Krakowa Głównego, na peron IV, gdzie słowiańską ziemię zaszczyciły osmańskie stopy. Omar był dokładnie taki, jak go zapamiętała. Szczupły, wyższy od niej, o pseudo uduchowionym wyrazie twarzy. Szybko zlustrowała jego strój: jeansy, koszula, marynarka- wyglądał nieźle. Przytulił ją na powitanie, po czym rozpoczął egocentryczno-narzekający monolog: bo panie na dworcu w Rzeszowie nie znają angielskiego, bo dostał staż we Włoszech, bo jest Ramadan i musi pościć, bo pociąg jechał za wolno, bo w Rzeszowie nic się nie dzieje, bo chce znaleźć hostel, bo w Krakowie w zasadzie nie ma nic do roboty, bo Kejt jest złym człowiekiem i on wciąż się dziwi, że Lola ją uwielbia, bo chce mu się palić i chyba zapali, bo przeżywa kryzys tożsamości, bo jest dumny ze swojego pochodzenia itp. Żeby oddać mu sprawiedliwość należy zaznaczyć, że zainteresował się również Lolą. Zapytał jak wygląda teraz jej życie.

Zagadnięta uśmiechnęła się szeroko ukazując swoje krzywe jedynki.

-A jak ma wyglądać? Jest cudownie. Mam mężczyznę, którego kocham, który jest dla mnie wszystkim, więc jestem szczęśliwa.

Mina Omara sugerowała, że nie takiej odpowiedzi oczekiwał. Szybko zmienił więc temat. Pospacerowali po rynku, poszukali Omarowi  hotelu (co oczywiście nie przebiegło bez komplikacji, albowiem przyzwyczajony do europejskich luksusów Osman nieustannie narzekał na polskie ceny i standardy), powspominali aż zgłodnieli. Znaleźli przytulną włoską knajpkę, gdzie zamówili pizzę i piwo i poddali się atmosferze kawiarenki. Czy to spokojny zaułek, w jakim się znaleźli, czy to romantyczna muzyka, czy ogólna letnia aura, sprawiły, że ich dialogi (a właściwie monolog Omara) schodziły na coraz to intymniejsze tematy. Turek opowiedział jej o swojej niby-dziewczynie, którą zostawił zanim powtórnie przyjechał do Polski, o swoich refleksjach, uczuciach itp. Kiedy dał upust swojemu egocentryzmowi ponownie zainteresował się Lolą. Choć dodać należy, że nawet w tym przebłysku zainteresowania patrzył na nią przez pryzmat swojej osoby. Zapytał bowiem:

-Kiedy w ubiegłym roku wróciłem do Turcji, to co robiłaś?

Oczekiwał chyba opisów tego, jak Lola nieustannie płakała, darła szaty i posypywała głowę popiołem. Musiał się więc srodze zawieść, gdy usłyszał:

-A co miałam robić? Wróciłam do domu, potem pojechałam do babci, odwiedziłam Kaśkę, Kaśka odwiedziła mnie, tak minął lipiec. A początkiem sierpnia poznałam Roberta i wiesz…

-Obiecywałem, że pewnego dnia Cię odnajdę. Ty obiecywałaś, że będziesz na mnie czekać…- mruknął Omar.

- I czekałam. Cały miesiąc. Ale wiesz jak to jest, gdy się kogoś kocha. Wtedy nic więcej się nie liczy. Przestałam na Ciebie czekać w imię wyższych uczuć

-Kochasz go?

-Wiesz, że to trudne pytanie. Mam dopiero 22 lata. Robert jest pierwszym facetem, z którym planuję wspólną przyszłość. Z Tobą byłam żeby cieszyć się chwilą: bo życie jest krótkie, bo trzeba je wykorzystać, bo trzeba z kimś być, bo jest fajnie jak jest fajnie. A Robert… On nie jest na chwilę. To wspaniały człowiek…

-Dobrze, ale jesteś pewna, że go kochasz?- indagował Omar.

-Nie spotkałam nikogo lepszego niż On. I nie chcę nikogo innego.

-Kochasz go?

-Chyba tak.

-Jeśli mówisz ,,chyba’’, to znaczy, że nie kochasz- zawyrokował Omar, mający się za eksperta we wszystkich kwestiach nurtujących ludzkość.

-Mówię chyba, bo jestem za młoda by umieć nazwać swoje uczucia. Jeśli chcę z nim być, jeśli jest dla mnie najważniejszy, jeśli zrobiłabym dla niego dosłownie wszystko, to wydaje mi się, że go kocham. Ale jak już powiedziałam jestem za młoda żeby mieć 100% pewności, że właśnie tak wygląda miłość. Na razie wiem tylko, że to najpiękniejsze i najmocniejsze uczucie jakie mnie spotkało. Będę szczęśliwa jako Jego żona.

-A ja Ci mówię, że za niego nie wyjdziesz- niczym turecka filia delfickiej wyroczni przepowiedział Omar.

-Może.- wyjątkowo zgodziła się z nim nasza bohaterka- Nie wiem co się stanie w przyszłości. Ale pytasz mnie o moje uczucia dzisiaj. A dzisiaj moja odpowiedź brzmi: tak, kocham go. ,,Love is in my fingers, love is in my toes’’- zacytowała piosenkę.

-A da radę Cię utrzymać, ten Twój Robert?- nie ustawał były chłopak Loli.

-Ma dobry zawód, więc powiedział, że jeśli nie będę chciała, to nie będę musiała pracować.

-Wielkie mi co!- zaśmiał się Omar- Dla Ciebie to jest takie wspaniałe? Myślisz, że złapałaś dobrą partię, bo da radę Cię utrzymać? O wy polskie kobiety! Każdy szanujący się turecki mężczyzna zarabia na swoją rodzinę. Rozumiesz? Każdy! To standard. To jego obowiązek. Oczywiście kobieta, jeśli chce, może iść do pracy. Dla własnej satysfakcji. Ale to dochody męża są podstawą utrzymania rodziny. Więc nie rób ze swojego chłopaka, o przepraszam, narzeczonego (to słowo Omar wypowiedział z wyraźną odrazą) jakiegoś bohatera, bo nie obiecał Ci niczego niezwykłego.

-Pierdolisz- warknęła po polsku Lola dopijając swoją ulubioną, czerwoną Warkę.

-Nie pierdolę- odparł, również po polsku jej były chłopak- zobaczysz, że z tego związku nic nie wyjdzie. Wiesz, ja mam bogatego ojca. W zasadzie nie musiałbym pracować. Ale mam już podpisany kontrakt w USA, bo jestem zbyt dumny, żeby żyć za pieniądze rodziców. Przemyśl to.

-Dobrze- Lola zmusiła się do uśmiechu, po czym zaproponowała opuszczenie kafejki.

Chodzili wąskimi krakowskimi uliczkami, mijali tłumy turystów… jeszcze rok temu Lola czułaby się wspaniale spacerując z nim po byłej stolicy Polski. Teraz odczuwała jedynie… sama nie umiałaby opisać tego stanu. Odrobinę melancholii, tęsknotę za beztroskim czasem, jaki przypadał na II rok jej studiów, radość, że mimo różnic kulturowych i religijnych potrafi dogadać się z byłym chłopakiem, satysfakcję, że daje radę prowadzić sprawny dialog w języku Szekspira… i brak Roberta.

-Chodź do mojego hostelu, napijemy się jeszcze piwa i pójdziemy do jakiegoś klubu- zaproponował Omar, po czym się zreflektował- Ty się napijesz, ja mam Ramadan. Już wystarczająco zgrzeszyłem jedząc pizzę.

Jak można się łatwo domyślić, Lola ochoczo się zgodziła. Jest tylko jedna rzecz, która przyciąga ją bardziej niż alkohol. Jest to darmowy alkohol. Tak więc już po chwili siedziała w pokoju Omara otwierając butelkę firmowym otwieraczem, który dostała jako stała klientka miechowskiego sklepu monopolowego. Jednak były chłopak nie pozwolił jej w spokoju rozkoszować się napojem bogów.

-Tęskniłaś za mną, kiedy wyjechałem?- spytał uwodzicielsko patrząc jej w oczy.

-Oczywiście… przez cały miesiąc- zaśmiała się na widok jego zawiedzionej miny- Mam Ci kłamać? Dobrze, tęskniłam za Tobą cały czas. I z tej tęsknoty zaręczyłam się z Robertem. Lepiej?

Jej sarkastyczna wypowiedź wcale nie ostudziła romantycznych zapędów ex boyfrienda.

-Ja wiem, że tęskniłaś. Czułam, że za mną tęsknisz. Siedziałaś i zastanawiałaś się ,,gdzie on teraz jest? co on teraz robi?’’. Prawda? W Twoich oczach widzę, że mam rację- na jego twarz wypłynął wyraz triumfu. Wyglądał… śmiesznie.

-Omar… może Ty nie rozumiesz, ale jestem z Robertem… zakochałam się w Nim. A jak się kogoś kocha, to nie zastanawia się, co robią inni faceci. Przynajmniej ja się nie zastanawiam. Bo mnie to zwyczajnie nie obchodzi. On jest dla mnie…- tu Lola przerwała swój wykład, po czym przeszła na swój ojczysty, polski język- Omar! Co Ty do kurwy nędzy wyprawiasz?- zapytała czując kruczoczarną brodę mężczyzny na swojej szyi- Weź spierdalaj!- dodała, wiedząc, że akurat ten słowiański zwrot były chłopak zna doskonale.

-Karolinn… pocałuj mnie!- wyszeptał jej we włosy.

-Słucham? – odskoczyła jak poparzona- Że co mam zrobić? Popierdoliło Cię- jak zwykle w chwilach podniecenia Lola klęła jak szewc.

-Pocałuj. Tylko jeden raz. Cały rok na to czekałem… wiesz, że jesteś dla mnie szczególną osobą…

-Ty chyba nie wiesz co mówisz! Przypominam Ci, że mam chłopaka!

-No i co? Nikomu nie zrobisz w ten sposób krzywdy… zresztą: kto będzie wiedział?

-Jak to kto? Ja! – oburzyła się Lola- co Ty sobie wyobrażasz? Tu zacznę się z Tobą całować i Bóg wie co jeszcze a jak potem spojrzę mu w oczy? Jak będę mogła potem z Nim być? Chyba nie wiesz o co mnie prosisz!

-Karolinn…- zaśmiał się Omar- zawsze mówiłem Ci, że jesteś jak Polyanna. Jesteś taka naiwna. Naoglądałaś się za dużo filmów dla nastolatków. Znam te teksty ,,ojoj, ojej… jak mogłabym całować swojego chłopaka, najpierw całując Ciebie…’’. Ale wiesz, Karolinn, życie to nie film. Life is life. A życie jest krótkie. Trzeba je wykorzystać. Tu i teraz.

-Nie wiem czy znasz takie słowa jak wierność, lojalność i zaufanie…

-Pieprz to- z rozbrajającym uśmiechem zaproponował Omar. Jednak przecenił swój urok osobisty. Lola była nieugięta:

-Nie wiem za kogo Ty mnie masz. Czy gdybyś Ty miał dziewczynę, którą kochasz, a ja bym do Ciebie przyjechała, to zdradziłbyś ją ze mną?

- A czemu nie?

-To w takim razie jej współczuję. A swoją drogą pamiętasz hinduskiego skurwysyna, X-a? Kiedy byłam z Tobą wielokrotnie proponował mi skok w bok. Teraz, kiedy znam Twoje podejście, żałuję, że się nie zgodziłam…- kwaśno uśmiechnęła się nasza bohaterka. Chwilę potem zaczęła zaś wyrzucać z siebie przekleństwa z szybkością kałasznikowa-Kurwa mać, amina kodum, merde, putta, co Ty wyprawiasz?

Omar jedną ręką głaskał ją po włosach, drugą próbował objąć w talii.

-Dobrze wiesz co! Pragnę Cię! Czekałem na to! Jestem taki podniecony… Karolinn…  jesteśmy tu sami…

Lola popatrzyła mu głęboko w oczy. Niby była z Robertem. Niby Go kochała. Ale z drugiej strony… Omar reprezentował sobą to, co tak ceniła u płci przeciwnej: był dziki, nieokiełznany i nieprzewidywalny. Silny i stanowczy. Dumny i władczy. Patrzył na nią wzrokiem pełnym ognia. Słyszała przyśpieszone bicie jego serca. Odgarnął jej niesforny kosmyk z czoła. W wyrazie jego twarzy wyczytała obietnicę gorącej, nieprzespanej nocy. Pociągnęła łyk z butelki. Słowiański sexappeal i osmański temperament… byli tylko we dwoje. Mówił, że tęskni. I patrzył na nią z takim pożądaniem… Wypity alkohol zaszumiał jej w głowie… Lekko zmrużyła oczy, rozchyliła wargi i…

…wybuchnęła szaleńczym śmiechem. Omar, gdyby tylko nie wwiercał się wzrokiem w jej dekolt, mógłby dokładnie zobaczyć wszystkie jej krzywe zęby. Drżała na całym ciele. Niedoszły kochanek patrzył na nią jak sparaliżowany. A ona w dalszym ciągu chichotała. Kiedy w końcu się opanowała, poczuła się w obowiązku wytłumaczyć Omarowi nagły napad wesołości.

-Wybacz mi Omar, ale… ja dobry seks mam codziennie. I to, co usiłujesz mi zaproponować, nie jest dla mnie w najmniejszym stopniu atrakcyjne. Nie chcę Ci tego mówić, ale… jesteś śmieszny.

-Co powiedziałaś?

-To co słyszałeś. A powiem nawet więcej: ubieraj marynarkę i odprowadź mnie na autobus.

Komentarze (0) :: Przeglądaj

27.7.2012 - Welcome again :)

Po  zdaniu prawa jazdy,

Po ukończeniu studiów w oceną bardzo dobrą,

Po rzuceniu pracy,

Po powrocie do Miechowa…

Lola znów ma czas na przeżywanie swoich nieziemskich przygód,

Emocjonalnych wzlotów i upadków,

Pseudo-filozoficznych rozkmin

I alkoholowych napadów romantyzmu J

Także:

Witajcie ponownie!

Komentarze (0) :: Przeglądaj

18.4.2012 - Driving licence

 

 

 

Z okazji kolejnego niezdanego egzaminu na prawo jazdy kat. B mamy zaszczyt zaprezentować Państwu notkę przedstawiającą kolejne etapy załamania naszej bohaterki. Czytelnik dowie się też jakimi używkami faszeruje się nasza studentka i dlaczego mimo wszystko nie wpada w depresję.

 

Lola otworzyła oczy i przywitała nowy dzień.

-Kurwa jego mać- mruknęła nie wiadomo w czyim kierunku. Pomyślała, że może by tak zostać w łóżku… jest tak ciepło, przytulnie… po co iść do WORDu, skoro można otulić się ciepłą kołderką i pomyśleć o Robercie? Zawinęła się więc w kokon, jakiego nie powstydziłby się sam Tutenhamon i wyobraziła sobie rozmowę z Narzeczonym.

-A tym razem czemu nie zdałaś?

-Bo nie poszłam. Wolałam leżeć w łóżku i o Tobie myśleć.

Idiotyczne.

Wstała.

Obrzuciła wzrokiem porozchrzaniane po całym pokoju części garderoby. T-shirt z wiele mówiącym napisem ‘’pod ta koszulką jest to o czym marzysz’’ odrzuciła. Nie wszystko co jej się podoba musi znaleźć uznanie w oczach egzaminatora.

-Bluzka ma być nie pomięta, zakrywać tatuaż i nie prowokować- westchnęła, patrząc na stos wymiętoszonych, odsłaniających dziarę i prowokujących koszulek- Kij im wszystkim w oko- klęła wciągając na siebie jako-tako wyglądający sweterek.

Czajnik zaczął pogwizdywać. Lola przygotowała kawę. Bo u naszej młodej polonistki ,,bez kawy nie ma rymu, bez kawy nie ma flow, bez kawy nie ma myślenia, nie ma ragga show’’. A zaznaczyć wypada, że czarny napój to jedyne co jej obecnie pozostało. Alkoholu z powodu służbowych obowiązków Lola nie pije. Znaczy: pije, ale nie w takich ilościach do jakich przyzwyczaiła wiernego Czytelnika. Sziszy używa rzadko. Zielonego stara się unikać. Więc pozostała jej tylko kawa. Wspomagana ciasteczkami i czekoladą. Bo kawa bez słodyczy jest niepełna. Jeśli Lola w ogóle miała stawić się na egzaminie, MUSIAŁA wypić chociaż kubeczek.

…ale widać nawet kawa nie rozjaśni umysłu, jeśli człowiek nie ma naturalnych predyspozycji do kierowania pojazdem mechanicznym. Lola doszła już do takiej wprawy w oblewaniu egzaminów, że mogłaby napisać o tym pracę naukową. Nieraz nie zdawała przez złośliwość egzaminatorów, nieraz przez czynniki niezależne, ale najczęściej -niestety- przez własną głupotę. Tym razem jednak wyjątkowo wina leżała po stronie innego uczestnika ruchu. Ale egzamin i tak oblała.

Najpierw była wściekła. Na siebie. ‘’Kurwa, kurwa, kurwa’’- klęła w myśli wychodząc z samochodu. ‘’No jak to możliwe, że znowu nie zdałam? No głupia jestem po prostu i tyle. Wszyscy mają prawo jazdy. I ta głupia pinda, która nie ma pojęcia o niczym poza kosmetykami, i ten ufarbowany jak Azis pederasta-sodomita, i ten wiecznie naćpany idiota, i ta dobierająca się do Roberta idiotka… no wszystkie męty i szumowiny mają prawko, tylko ja nie… kurwa, kurwa, kurwa…’’.

Potem przyszła pora na refleksję. Niczym Jarek Kaczyński zaczęła szukać ruskiego spisku. Tak! To na pewno Rosjanie w połączeniu z żydo-masonerią postawili na jej drodze babę-debilkę, która zajechała jej drogę. ‘’Czy zapewni mi to miejsce na Wawelu?’’- zaśmiała się w duchu. Bo w sumie całą sytuacja była dość zabawna. Sympatyczny egzaminator, ładna pogoda… i znów niezdane. Przez babę-debilkę, która zajechała peugeotowi Loli drogę.

Wypadało napisać do ludzi. Chociaż to trochę nie w porządku budzić ich z rana złą wiadomością. Chociaż w sumie nie taką złą. To tylko egzamin. ‘’Ludzie umierają z głodu, z nieszczęśliwej miłości, na choroby zakaźne, nie mogą mieć dzieci… oni mogą płakać. A ja?  Nie wpadłam pod tira, nie upierdoliło mi nogi, nie wypadło mi dziecko z kocyka, nie zepsuł mi się laptop, Robert nie ściął dreadów, kolczyki ładnie mi się goją, nie skasował mi się licencjat, nie umarł mi nikt bliski, nawet pies mi nie zdechł… to w sumie czym się mam przejmować? Nikt na mnie nie krzyczał, jeszcze mnie egzaminator mnie pocieszał, że to nie moja wina… nie zdałam i już. Trudno’’.

Wystukała na telefonie kilka zdań i wcisnęła ‘’wyślij’’. Uśmiechnęła się. ‘’Jak to dobrze, że mam do kogo wysyłać takie smsy. Sto razy wolę wysłać nie zdałam i mieć do kogo, niż nie mieć z kim podzielić się sukcesem. A Żony kochają mnie mimo, że nie mam prawka. Kocham i jestem kochana i żaden kawałek plastiku nie wpływa na moje postrzeganie świata.’’. Tu Lola głęboko się zamyśliła. Bo wystąpił tak zwany pochuizm. Termin ten jest autorskim tworem Meg i naszej bohaterki. Używa się go w sytuacjach, gdy człowiek wykonuje jakąś czynność i zdaje sobie sprawę z jej bezsensu. Po raz pierwszy pochuizm został zauważony na informatyce i społecznej roli mediów. A teraz Lola dostrzegła go w WORDzie. ‘’Po chuj mi to prawko? Bo tak właściwie mi niepotrzebna. W Rzeszowie mam rower. Swojego wypieszczonego audi mi Tata nie da. Na własny samochód mnie nie stać. Zwłaszcza patrząc na galopujące ceny benzyny.  Z Robertem nie jeżdżę autem, bo odkryliśmy, że dużo zabawniejszy jest pociąg… więc na jaką jasną Anielkę mi to prawko? ’’

Tu Lola nałożyła na uszy słuchawki i jej zmysły podały się Marice:

‘’Jeżeli ciągle coś przeszkadza ci i gryzie,
Pokonaj wreszcie to lub stań od tego wyżej.
Jeżeli myślisz że już nic ci nie pomoże,
Rozejrzyj sie dokoła inni maja gorzej.
I brnij do przodu mimo wszelkim przeciwnościom losu,
Pomagaj szczęściu, nie załamuj się, co robić masz, rób.
Ile upadniesz razy, tyle razy się podniesiesz,
Wsłuchaj się w słowa, dźwięki, wszystko masz w zasięgu ręki. (…)
Panie, nie pozwól długo pozostawać mi w tym stanie,
Wiem przeznaczone do spełnienia tutaj mam zadanie.
Otwórz szeroko oczy, żebym mogła widzieć więcej,
Rozśpiewaj moją dusze, rozpal ogniem serce’’

Przemyślała tekst ,,Siły ognia’’. I wysnuła refleksję. Jak zwykle subtelną.

-Nie no, kurwa, zdam to! Chociażby po to żeby mieli mi co odebrać, jak będę pijana wracać rowerem z imprezy!

 

 

Komentarze (0) :: Przeglądaj

1.4.2012 - Tea without sugar

 

,,Potrzebuję Cię do życia jak cukru do herbaty…

Ups, nie słodzę’’

 

 

                Z byłym dialogi. Czyli kolejne spotkanie przy kawie. A z notki Czytelnik dowie się jak przez Basa Tajpana Lola odnosiła zerwane więzi międzyludzkie z arcyprzystojnym Waldemarem i kto powinien pisac opowiadania erotyczne. Będzie też mowa o tym jak ów młodzian, z wprawą godną samego Belzebuba próbował sprowadzić bohaterkę z drogi cnoty.

 

Lola nie miała z kim wybrać się na koncert ukochanego Basa Tajpana. Robert nie mógł wyrwać się z pracy żeby do niej przyjechać, Kejt pojechała do domu, Meg zupełnie nie kręcą klimaty reggae (oprócz piosenki ‘’Chwasty’’), Nadi nawiedziła Anglię… zdesperowana Lola postanowiła wirtualnie obskoczyć swoich dawnych ‘’przyjaciół’’ w nadziei, że może któryś z nich ruszy się z nią na muzyczną ucztę. Oczywiście z żadnego z nich nie miała pożytku, co w sumie jej nie zdziwiło. Jeden jednak okazał się wyjątkowo lirycznie nastawiony. Zanim przejdę do opisu sytuacji nadmienię tylko, że Lola znalazła w końcu kolesia, który wybrał się z nią na koncert, po czym okazało się, że… muzyczną imprezę odwołano. Oto jak Lola została wyruchana przez Basa Tajpana.

                A co do dawnego znajomego naszej bohaterki: spotkali się na kawie. Lola szła tam z mieszanymi uczuciami. Z jednej strony cieszyła się, że zobaczy tego zajebiście przystojnego faceta, z którym spędziła tak wiele miłych chwil. Z drugiej było jej przykro, że ona kogoś ma, a dawny ‘’przyjaciel’’ (dla uproszczenia nazwijmy go Waldek)nie.

                Czekał na nią przy stoliku. Zanim podeszła chwilę go obserwowała. Tak, dokładnie jej typ. Ciemne włosy i karnacja, łobuzerki błysk w oku, idealnie białe zęby, wysportowana sylwetka…  do tego nie kryjący się z nadmiarem gotówki. Uśmiechnęła się do siebie. Oj, ma się gust…

                -Cześć- podeszła do stolika.

                -Cześć- odpowiedział lustrując ją wzrokiem- wiesz, wybacz, że nie mogłem iść z Tobą na koncert. Pracowałem do 22:00… no, ale poszłaś z kolegą, więc nie było źle. Ale zastanawia mnie jedno: czemu nie wzięłaś swojego faceta? Bo jak się dowiedziałem, masz teraz kogoś…

                -Koncert odwołali. Więc z kolegą wylądowałam nad Wisłokiem z browarem.

                -A Twój facet?- drążył.

                -Mój facet jest 200 km stąd- rzuciła krótko.

                -To daleko… pewnie musisz czuć się bardzo samotna. Szczególnie wieczorami. A zwłaszcza w nocy. Jesteś sama w sypialni…

                -Daj spokój- warknęła.

                -A ja chętnie bym Ci pomógł. Wiesz, że zawsze jestem do Twoich usług… zawsze chętny żeby Cię… yyy… wspierać. Powiem więcej: mam na Ciebie cholerną ochotę…

                -Weź spierdalaj- mruknęła Lola- jakbym w akcie desperacji nie napisała do Ciebie czy idziesz na Tajpana to nie pamiętałbyś o moim istnieniu. Więc daruj sobie pieprzenie o pomocy i wsparciu.

                -Zdziwiłabyś się. Po tym jak straciłem do Ciebie jedyny kontakt, czyli telefon próbowałem znaleźć Cię w necie… przeszukałem wszystkie możliwe serwisy i portale. Nie wiesz jaka miałem ochotę żeby wpaść do Ciebie na kawę, herbatę, drinka czy coś jeszcze…- uśmiechnął się znacząco.

                -Pięknie nawijasz- ziewnęła Lola.

                -Pamiętasz jak się spotykaliśmy? Jak chodziliśmy na imprezy, jak wracaliśmy nastukani przez parki i skwery i podziwialiśmy nocne miasto? Albo jak po pijaku jeździliśmy taksówką? Albo jak o 6 nad ranem  gotowaliśmy u Ciebie zupki chińskie? Jak oglądaliśmy wschody słońca? Jak…- tu Waldek wgłębił się w sferę nie nadającą się do publikacji w Internecie. Okazał przy tym tyle inwencji twórczej, że nawet nasza Lola, którą mało co jest w stanie zawstydzić stwierdziła:

                -Ej, to wredne, że mi to przypominasz…

                -Nie, to słodkie. Jak tamte czasy. I mam ochotę na kontynuację…- uśmiechnął się drapieżnie i zaczął roztaczać przed naszą bohaterką swoją wizję. Wwiercał się w nią wzrokiem, hipnotyzował. Delikatnie muskał jej dłonie obejmujące filiżankę z kawą. Patrzyła na niego i tonęła w jego oczach. Naprawdę był zajebiście przystojny. I ta sylwetka… te mięsnie grające pod niedbale zapiętą koszulą…

                -Masz teraz wyraz twarzy jak Mefistofeles z ‘’Pani Twardowskiej’’. Kusisz jak Lucyfer z siódmego kręgu piekieł- Lola w każdej sytuacji inspirowała się Mickiewiczem.

                -Sssssspróbuj… nikt ssssię nie dowie… - wszedł w rolę Waldek- i nawet wiem jak moglibyśmy spędzić dzisiejszy wieczór…- tu Lola wysłuchała serii planów byłego ‘’przyjaciela’’ co skwitowała krótko:

                -Pięknie o tym mówisz. Weź Ty pisz jakieś opowiadania erotyczne, masz talent do tego!

                -Lola, poważnie mówię. Po Tobie nie było żadnej innej kobiety. Zniknęłaś bez słowa, tak nieoczekiwanie się to urwało… Jeśli masz dziś wolny wieczór, to jedźmy do mnie, albo do Ciebie. Martini, muzyka… jak kiedyś-czarował Waldek.

                -Jesteś bardzo przystojnym facetem. Nawet nie wiesz jak bardzo mi się podobasz- szepnęła Lola.

                -A Ty nawet nie wiesz jak mnie pociągasz. Na samo wspomnienie… ehh… po Tobie nie było nikogo. Po prostu nie szukałem. Ja… ponad rok olewałem wszystkie inne kobiety.

                -Podziwiam Cię. Ja bym tak nie mogła. Jak dwa tygodnie mojego męża nie widzę to dostaję kurwicy, a Ty biedaku musiałeś tyle czasu wytrzymać…- westchnęła Lola.

                -Męża?- zamarł Waldek.

                -Jeszcze nie oficjalnego. Ale prawdopodobieństwo, że niedługo nim zostanie jest bardzo duże.

                -A, to tym bardziej powinnaś wyszaleć się przed ślubem. A z kim Ci będzie lepiej niż ze mną? Bo wiesz, przed ślubem to nie zdrada. Tym bardziej ze starym przyjacielem, no nie?

                Przez chwilę Lola patrzyła na Waldka z uśmiechem. Po czym spytała:

                -A gdybyś Ty miał dziewczynę, którą kochasz, to przespałbyś się ze mną?

                -Z Tobą? Zawsze. Zwłaszcza jeśli byłaby daleko i nie była moją żoną. Zresztą nie bądź naiwna, skąd wiesz, że on nie ma na boku jakiś panienek?

                -Wiedziałabym- z niezachwianą pewnością odpowiedziała Lola- Robert nie umie kłamać.

                -Taaa… zdziwiłabyś się. Akurat w tej kwestii każdy facet umie. A szkoda by było żeby taka kobieta jak Ty się przez faceta załamała.

                -To Ty też byś się zdziwił, bo jestem w Niego tak zapatrzona, że wybaczyłabym Mu dosłownie wszystko.

                 -No ale zaraz, dowiadujesz się, że on tam na boku kogoś ma i co? I wybaczasz? Chociaż byś mu się zrewanżowała wycinając mu podobny numerek z zawsze chętnym do pomocy kumplem…- mrugnął do Loli Waldek.

                -Nie. A wiesz dlaczego? Bo odkąd z Nim jestem, to inni faceci mnie po prostu nie kręcą. Nie pociągają mnie. Więc po co miałabym iść do łóżka z kimś, kto wcale a wcale mnie nie podnieca?

                -Gdzie Twój temperament, gdzie Twój drapieżny charakter… Mówisz jak… jak…

                -Jak nie ja?- zalotnie uśmiechnęła się Lola upijając kilka łyków latte.

               

               

Komentarze (0) :: Przeglądaj

27.3.2012 - Coffee

 

 

,,Pić niezdrowo, więc na zdrowie!’’

Poparzeni Kawą ‘’Do tańca kawałek’’

 

 

O tym z kim i w jaki sposób Lola randkuje, gdy nie ma Roberta. Będzie też mowa o irytującej cesze Narzeczonego głównej bohaterki oraz o szkoleniu. Pojawi się postać Hirka, który w hierarchii pracowników stoi ponad Lolą i Damianem, oraz sam Damian.  Ponadto na koniec wpisu Lola zrozumie czemu Robert w niczym jej nie ogranicza.

 

Robert ma jedną irytującą cechę. Nigdy nie jest o mnie zazdrosny. Twierdzi, że ufa mi na 200%. Wie, że jestem Mu całkowicie oddana itp. Zawsze mnie to dziwiło.

 

                W poniedziałek miałam szkolenie. Dwie nieodpłatne godziny słuchania wykładów kierownika ochrony i babki z nadzoru. Jedne mniej, inne bardziej ciekawe. Jak to na szkoleniu. Naprzeciwko mnie siedział koleś, który zaczepiał mnie kilkakrotnie podczas pracy. Patrzył na mnie, więc się do niego uśmiechałam. Z tego co pamiętałam miał na imię chyba Damian.

                Kierowniczka gadała, Damian zgłosił kilka chamskich uwag o poziomie usług naszej firmy i jakości szkoleń, jakie zaserwował nam nasz koordynator, Hirek. Z naszych wcześniejszych rozmów wiedziałam, że Damian nie trawi Hirka prawie tak jak ja. Dlatego nie mogłam powstrzymać chichotu, gdy na jego  kolejną ostrą uwagę kierowniczka warknęła:

                -Takimi stwierdzeniami pogrąża pan swojego koordynatora, pana Hirka.

                -Wiem- uśmiechnął się Damian.

                Potem było już tylko lepiej, bo gdy szkolenie się skończyło na salę konferencyjną wpadł Hirek. Ze swoją natchnioną miną zaczął mówić jaki ruch czeka nas przed świętami po czym stanął z miną godna Cezara przekraczającego Rubikon i pełnym patosu głosem powiedział:

                -Ale mam nadzieję, że wspólnymi siłami damy radę!

                Efekt tego przemówienia był komiczny. Zagryzłam wargi żeby nie wybuchnąć śmiechem i wymieniłam z Damianem porozumiewawcze spojrzenia. Chwile potem Hirek pozwolił nam odejść i w drzwiach dopadł mnie Damian:

                -Coś taka zadowolona?

                -Bo pięknie wyrażałeś się o Hirku.

                -Ale tu wszyscy mają o nim takie zdanie. Ochrona, kadry, księgowe… tylko nikt nie powie tego wprost.

                Musze przyznać, że zaimponowała mi  odwaga Damiana. Zawsze ceniłam ludzi, którzy mówią to, co myślą. Rozmawialiśmy aż znaleźliśmy się na parkingu, gdzie Damian zaproponował mi podwiezienie.

                -Co Ty, mieszkam zaraz za parkiem. Dojście do mieszkania zajmuje mi czas potrzebny na przesłuchanie jednej do dwóch mp3.

                -Wsiadaj, i tak Cię podwiozę- otworzył przede mną drzwi samochodu. Popatrzyłam na niego z uznaniem. Uwielbiam mężczyzn całujących w rękę, otwierających drzwi, kupujących kwiaty- słowem: dżentelmenów.

                Niestety nie dotarliśmy do mieszkania, bo po drodze Damian zaproponował kawę. I tu muszę przyznać, że naprawdę tęskniłam za czymś takim. Robert jest dla mnie piękny jak Mesajah i mądry jak Bas Tajpan, ale z nieznajomym facetem czuje się jednak lekką nutkę adrenaliny. Zresztą z Robertem nie porozmawiam o pracy. Znaczy: porozmawiam, ale na pewno nie zrozumie mnie tak dobrze jak współpracownik. Dodajmy: bardzo wygadany i bardzo zabawny współpracownik.

                Wypiliśmy kawę, zjedliśmy bezy … i jakoś nie chciało nam się wychodzić z lokalu. Gdyby nie to, że miałam na 16:00 do pracy, pewnie siedzielibyśmy tam do wieczora. Damian jawnie mnie podrywał i nie powiem, że mi się to nie podobało.

                Odwożąc mnie pod blok nie zaprzestawał adorowania mojej skromnej osoby. Wysunął nawet kilka dwuznacznych propozycji, które zbyłam śmiechem. Rozstając stwierdziliśmy, że musimy się kiedyś wybrać na piwo.

                Weszłam do mieszkania, przebrałam się w pseudo-elegancką bluzkę, odpaliłam laptopa i zrobiłam najperfidniejszą rzecz, jaka zrobić mogłam. Wysłałam Damianowi zaproszenie na fejsbuku. Gdzie pół galerii stanowią moje zdjęcia z Robertem. Przez całe spotkanie nie spytał czy kogoś mam, więc uznałam za stosowne poinformować go chociaż w ten sposób.

                Zaraz potem napisałam Narzeczonemu smsa. Gdzie i z kim byłam i co robiłam. I znów nie wykazał ani pół grama zazdrości. Po zastanowieniu stwierdziłam, że w sumie Mu się nie dziwię. Gdybym miała jakieś stworzonko, które widzi we mnie koronę stworzenia, geniusza i zarazem ósmy cud świata, dla którego jestem alfą, omegą i całym światem to też w wielkopańską łaską pozwalałabym mu spotykać się z kim tylko zapragnie

 

 

Komentarze (0) :: Przeglądaj

25.3.2012 - Dziewczynka

               

 

 

I nawet taka –wydawałoby się- prozaiczna praca jak moja może człowieka rozweselić. Obsługiwałam dziś klienta, który był z córeczką. Dziewczynka miała może z pięć lat. Patrzyła na mnie przez chwilę po czym zapytała Tatusia:

                -Tatusiu, co pani ma na nosku?

                -Chyba kolczyk- uśmiechnął się do mnie ojciec. Chyba czuł się zawstydzony, ale mała drążyła temat:

                -A to tak się da?

                -No, skoro pani ma, to pewnie się da- po raz kolejny uśmiechnął się przepraszająco. Odśmiechnęłam się, a mała stwierdziła:

                -Ja bym takiego nie chciała- wypowiedziała szczerze swoje zdanie.

                -I dobrze, bo nie wiesz nawet jak to bolało- zaśmiałam się.

                -Ale jak podrośniesz, to zrozumiesz, że żeby być piękną trzeba cierpieć- zawyrokował tatuś.

…i to tyle wpisu na dziś, bo praca w weekend plus świadomość, że będę na najwyższych obrotach zapierdalać do samych świąt każą mi iść do łóżka.

 

 

Komentarze (0) :: Przeglądaj

24.3.2012 - Apollo

 

c

 

August Rodin ‘’Wieczne piękno’’

 

Loli rozważania o pięknie fizycznym, czyli jak mail od ziomka wywołał u naszej bohaterki lawinę przemyśleń o kategoriach estetycznych. Tradycyjnie już pojawi się postać Roberta i zachwyty Jego narzeczonej, no, ale do tego powinien się Czytelnik przyzwyczaić. W poniższym wpisie zachwyty Karoliny sięgną już zenitu i Robert jawi się jako Apollo z dreadami.

 

Jestem wykończona po ostatniej zmianie w pracy,  co nie przeszkadza mi podzielić się z wiernymi Czytelnikami (bo ufam, że mimo przerw w pisaniu wciąż takich posiadam) swoimi ostatnimi przemyśleniami. Bo mail od znajomego pobudził mnie do myślenia na temat szeroko pojętej estetyki.

                Nie jest mój blog powieścią epistolograficzną żebym przytaczała cały tekst wiadomości. Zresztą moja prywatna korespondencja nikogo tu nie interesuje. Zacytuję tylko dwa zdania, które wywołały u mnie lawinę przemyśleń.

                ,,(…)jest mi z Edytą bardzo dobrze. A wygląd to nie wszystko’’.

                Oczywiście moją pierwszą reakcją była radość, że stary znajomy układa sobie życie osobiste. Mimo iż swego czasu łączyły nas zażyłe stosunki, nie mam żadnego interesu w tym, żeby nie miał dziewczyny. Jak powszechnie wiadomo jestem jak zapatrzona w Roberta, że nie interesują mnie żadni inni przedstawiciele płci przeciwnej[1]. Pomyślałam, że to bardzo miło, że ludzie się kochają, budują związki, patrzą na siebie zakochanym wzrokiem...

                …i tu wkradła mi się fałszywa nuta. Jak w koncercie Jankiela w ,,Panu Tadeuszu’’. Zakochany wzrok… coś mi nie grało. ,,A wygląd to nie wszystko’’. Dziwne zdanie w opisie swoich stosunków z ukochaną. Zawsze wydawało mi się, że uczucie pozwala nam idealizować drugą połówkę. Również fizycznie. Ileż to razy X czy Mąż mój marnotrawny powtarzali mi, że jestem ,,sexy, beautiful, amazing’’, ileż to razy moi faceci prawili mi komplementy. Myślałam, że to normalna reakcja zdrowego samca. Ma swoją kobietę i uważa ją za najpiękniejszą. Koniec, kropka.

 ,,A wygląd to nie wszystko’’. Równie dobrze mógłby ująć to inaczej. Np. jest brzydka, ale dobrze gotuje. Albo: nie pociąga mnie fizycznie, ale z nią jestem. I uczucie radości zastąpił u mnie bulwers. Jak można tak napisać o swojej ukochanej? Nie wiem jak Wy, moje Czytelniczki, ale gdybym ja dowiedziała się, że Robert pisze/mówi o mnie ,,jest mi z Lolą dobrze, a wygląd to nie wszystko’’ to chyba wyrwałabym Mu wszystkie dready. I powiedziałabym Mu z perfidnym uśmieszkiem ,,miałeś piękną fryzurę, ale wiesz: wygląd to nie wszystko’’.

                A tak poważnie: chyba każda kobieta chce być dla swojego mężczyzny najpiękniejsza. I vice versa- męska próżność też nie zna granic. Nie chcę być posądzana o kult ciała z pominięciem mózgu, ale takie są fakty. Facet może komplementować to jak gotujemy, opiekujemy się dziećmi, jak dobrze radzimy sobie w pracy/szkole/sporcie itp. ale tak naprawdę każda kobieta czeka tylko na słowa ,,jesteś piękna’’. I dlatego zrobiło mi się cholernie żal Edyty. Nie znam jej, i poznawać nie zamierzam, ale jednak kobieca solidarność każe mi wściekać się na kolegę.

                …ale zaraz potem jego również zrobiło mi się szkoda. Może jestem płytka, ale nie mogłabym być z kimś, kto nie odpowiada mi fizycznie. Po prostu nie i już. Możecie tłumaczyć mi, że u faceta liczy się charakter, to czy będzie mnie wspierał w ciężkich chwilach, czy nadaje się na ojca moich dzieci, czy zdoła utrzymać rodzinę, czy jest odpowiedzialny, wierny, cierpliwy, tolerancyjny, mądry itp. Owszem, zgoda. Liczy się to i to bardzo. Cierpliwość- żeby znosił moje wybryki, odpowiedzialność- bo chcę budować związek na solidnych fundamentach, wsparcie- bo co rusz pakuję się w kłopoty, mądrość- żeby umiał mną delikatnie pokierować… ale to nie obok wierności, tolerancji czy mądrości będę się budzić i zasypiać. To nie odpowiedzialność i wsparcie będę mieć wtedy przed oczami.

                Dlatego mój facet musi mi się fizycznie podobać. Jestem wzrokowcem. To oczami chłonę najwięcej bodźców i to one najbardziej do mnie przemawiają. Uwielbiam patrzeć. Ale tylko na rzeczy, które odpowiadają mojemu poczuciu estetyki. Przy czym zdaję sobie sprawę z tego, że to co mnie wydaje się piękne, innym może wydawać się kompletnie beznadziejne. No, ale o gustach się nie dyskutuje. Szczególnie na tym blogu. Więc: uwielbiam patrzeć na to jak dready opadają Robertowi na twarz. Uwielbiam Jego wzrok, kiedy na mnie patrzy. Uwielbiam Jego profil. Godny bicia na monetach. Uwielbiam Jego kilkudniowy zarost. Uwielbiam Jego minę, gdy słucha NDK. A kiedy nie ma przy mnie Roberta Oryginalnego uwielbiam przeglądać Jego zdjęcia. Sprawia mi to niekłamaną przyjemność.  I nie potrafię sobie wyobrazić bycia z facetem, który nie odpowiadałby mi wizualnie. Nie jestem w stanie wyimaginować sobie sytuacji, gdy patrzę na swojego mężczyznę myśląc ,,no, ale kurwa, mógłby być ładniejszy’’.

                Bycie razem to codzienny zachwyt drugą osobą. Nowe zaskoczenia, ciągłe odkrywanie jej wewnętrznego i zewnętrznego piękna. I jeśli ktoś nie odczuwa fizycznej fascynacji drugą osobą, to traci wiele cudownych momentów. Dlatego współczuję ziomkowi.

 

 

                    Jeśli to czytasz, to nie bądź zły. Zauważ, że nie podałam żadnych Twoich cech charakterystycznych. A i Edyta jest imieniem, które pierwsze przyszło mi na myśl. Powinieneś się cieszyć, że Twoje dwa zdania wytrąciły mnie z równowagi na kilka dobrych dni i pobudziły mnie do napisania notki mimo tego, ze po pracy czuję się jak przetrawiona



[1] No, może poza Mesajahem (w teledysku z WiceWersa ‘’Bakacje’’)  i Bogusiem Lindą (szczególnie w ‘’Sarze’’ i ‘’Quo Vadis’’).

 

 

 

 

Komentarze (0) :: Przeglądaj

<- Poprzednia strona :: Następna strona ->
''Lecz słowom mym daj Boże połysk ostrej stali,
Brawurę i fantazję, rym celny i cienki,
Aby ci, w których palnę, prosto w łeb dostali
Kulą z sześciostrzałowej, błyszczącej piosenki!
Julian Tuwim



tekst zastępczy
Liczniki odwiedzin


Kurtyna w górę!



Osoby dramatu:


Robert- Posiadacz 40 przecudownych dreadów, charakterystycznego samochodu i najbardziej szalonego Lemura na świecie. Jeden z nielicznych ludzi, którzy rozumieją ''poczucie humoru'' Loli. Cierpliwy, wyrozumiały towarzysz jej faz i wypraw. Człowiek, któremu może powiedzieć dosłownie wszystko. Jej prawa ręka i centrum jej prywatnego świata.



Paula, Kasia i Ania- biedne istoty, które przewrotny los skazał na dzielenie mieszkania z bohaterką tegoż bloga. Módlmy się dla nich o wytrwałość i siłę!

tekst zastępczy

Lola - autorka tegoż bloga. Cytując Kejt ''lubi mężczyzn o dyskusyjnej urodzie''.
-Karolino, może sama opisz się w kilku słowach...?
-Słucham?… opisać MNIE w kilku słowach? Wolne żarty! Studentka. Zbyt pewna siebie. Indywidualistka. Socjopatka. 1/4 Morena Teamu, dawnej formacji o której powstał cytat ‘’gdzie się nie pojawicie, tam siejecie ogólny zamęt, chaos, poruszenie i kontrowersję’’.



Kreatywna. ‘’Ta z kolczykiem’’. Egoistka.
Odporna na wszelkie próby nawracania.
Antyklerykalna.
Egocentryczka.
Księżniczka Morencji.
Przeciwniczka palenia.
Prototyp Króla Juliana.
Cyniczna.
Rezydentka rzeszowskich klubów.
Liberalna.
Uczulona na hipokryzję.
Poszukująca.
Wiecznie niewyspana.
Optymistka.
Bezpruderyjna.
‘’Ta w czapce striptizerki’’.
Niepraktyczna.
Zadowolona z życia.
Niepoważna.
Rozpieszczona.
Grafomanka.
Delikatnie mówiąc popieprzona.





...blog ten jest miejscem opisu refleksji, zachowań, przemyśleń, imprez, problemów, ludzi i zdarzeń z którymi na codzień styka się moja skromna osoba.


‘’Lepiej mieć 10 prawdziwych wrogów niż 100 fałszywych przyjaciół’’


Czyli specjalne pozdrowienia dla wszystkich,którzy mnie nie cierpią,na mój widok przechodzą na drugą stronę ulicy, dostają torsji, mają ochotę rzucić we mnie czymkolwiek, co mają pod ręką! Czasem wstaję z łóżka tylko i wyłącznie po to, żeby Was zobaczyć , bo motywujecie mnie do działania, zgodnie z zasadą

‘’jeśli nie masz po co żyć, żyj na złość innym’’
.
Przeprasza, że nie wymienię was z parszywego imienia i jeszcze parszywszego nazwiska! Mimo wszystko:
Dziękuję Wam!


Co mi Wena ostatnio zesłała...

[] Jesteś bogiem
[] Znów ja
[] Good bye my love, good bye!
[] Meeting
[] Welcome again :)






Poznawszy ’’doświadczone’’ panny udające świętoszki,
idiotów udających geniuszy,
gejów udających heteryków,
Turków udających Hiszpanów,
beztalencia udające profesjonalistów,
prostytutki udające studentki,
Wieśków udających hardcorów,
prawiczków udających playboyów
powiem tylko jedno:
w przeciwieństwie do nich
wolę żeby nienawidzono mnie taką jaka jestem,
niż kochano taką,
jaka nigdy nie będę.

Pozdrowienia dla hipokrytów, czyli ludzi,
którzy boją się być sobą!



So if you are in sight and the day is right
She’s a hunter you’re the fox
The gentle voice that talks to you
Won’t talk forever
It’s a night for passion
But the morning means goodbye
Beware of what is flashing in her eyes
She’s going to get you!
Ace of Base ''All that she want''




Linki

[] Start
[] Mój profil
[] Archiwum
[] Przyjaciele
[] Mój Email


tekst zastępczy


''Jeszcze wypijemy za to co było,
chociaż nigdy już nie wróci, tak się potoczyło...




''(...)ja mam tu zimne 0,7 i szkło
wiem, że Koran broni jak esperal
ale kielonik?
od kielonika nie zawali się Teheran!
Łona- ''Panie Mahmudzie''



Przyjaciele

[] veerenoix
[] Vamqir
[] piotrplotnik
[] KejtK
[] nieujawniony
[] AngelInTheNight
[] dojrzewam





Dodatki na bloga


Gry online : Wyszukiwarka Mp3 : Filmy online