tekst zastępczy
GRY

document Carolina's world ;) - www.blog.fory.pl

Carolina's world ;)

20.3.2012 - Working Lola

 

 

Praca, praca i jeszcze raz praca. I związane z tym przemyślenia. Bo u mnie nic nie jest prosto. Nie mogę zwyczajnie iść do roboty i rutynowo wykonywać swoich czynności. Nie potrafię wyłączyć myślenia.

Z jednej strony jestem wyczerpana. Fizycznie i psychicznie. Napięcie, niewygoda, brak przerw… po siedmiu godzinach mam wyprany mózg. I w takim stanie nie nadaję się już do niczego. Przywlekam się do mieszkania, odpalam laptopa i bezmyślnie przeglądam ‘’pudelka’’. Nie mam nawet siły  by napisać Robertowi coś poza ‘’kurwa, jestem wykończona…’’. Praca potrafi mi zepsuć humor. Podnieść ciśnienie. Doprowadzić do płaczu. Robert namawia mnie żebym zrezygnowała i rzuciła to wszystko w cholerę.

Ale z drugiej strony mam świadomość tego, że każda posada wiąże się ze stresem i wysiłkiem. Wiem, że nie jestem predestynowana do jakiejkolwiek pracy. I dlatego taką satysfakcje daje mi stawianie się w miejscu zatrudnienia i udowadnianie sobie, że nie ma dla mnie czegoś takiego jak ograniczenia.

Są też inne zalety. Np. wyżej wspomniane reakcje Roberta. Uwielbiam kiedy się o mnie martwi

Jeśli chodzi o pieniądze, to są śmieszne. Jak wszędzie. Więc nie mam ani lepiej ani gorzej niż inni. Ale też nie jestem genialna i niezastąpiona jak Robert by wymagać nie wiadomo jakiej pensji. Mam ile mam i zgodnie z rastafariańską filozofią powinno mnie to zadowalać : ‘’tyle mam, ile mam i to wystarczy mi’’.

Są jednak dwie rzeczy których mi żal: po pierwsze pogoda. Tracę tyle czasu, który mogłabym poświęcić na obserwowanie budzącej się do życia przyrody. Zwłaszcza, że słońce ostatnio tak pięknie świeci.  Po drugie: grafik. Gdy pracuję jestem uwiązana w Rzeszowie. I mogę pożegnać akcje, kiedy spontanicznie wsiadałam w pociąg do Miechowa kiedy tylko zatęskniłam do ramion Narzeczonego.

Chciałabym napisać coś więcej, ale… jestem zbyt zmęczona po robocie.

 

 

Komentarze (0) :: Przeglądaj

12.3.2012 - In love

Byłam już zakochana w Bogusiu Lindzie (no dobra, nadal jestem). Mając 5 lat szalałam z Chuckiem Norrisem. Rok temu uwielbiałam (do spółki z Kejt) pewnego DJa. Ale teraz przeszłam już sama siebie. Zakochałam się we własnym narzeczonym.

Chociaż nie wiem czy można to nazwać zakochaniem. Czy to jeszcze zakochanie, czy już bałwochwalstwo. Bo Robert jest dla mnie wcieleniem doskonałości. Znaczy: wiem, że ma swoje wady. Mniejsze lub większe. Te które mnie nie denerwują, i te, za które bym Go udusiła. Ale nie przeszkadza mi to we wpatrywaniu się w Niego maślanym wzrokiem, zamęczaniu Go pochwalno-wzdychającymi smsami czy niekończącym się przeglądaniu Jego zdjęć. Pojebało mnie. I to zdrowo.

Uwielbiam Jego  poczucie humoru, Jego światopogląd, Jego głupie pomysły. Doznaję nieporównywalnej z niczym przyjemności patrząc na Jego dready. Owszem, w Rzeszowie co chwila mijam na ulicy kolesi z tą fryzurą, ale… powstrzymam się od komentarza. I tak wszyscy wiedzą co chcę napisać. Tak, dobrze myślicie. Gdybym się w porę nie zreflektowała nastąpiłby tu pean pochwalny na cześć uczesania Roberta, które według mnie jest najpiękniejsze na świecie. Uwielbiam Jego profil. Konkretnie nos. Tu ujawnia się mój kolejny fetysz. Dziwne zboczenie polegające na tym, że mój mężczyzna musi mieć określony organ powonienia. Robert ma nos wspaniały. W sumie mogłabym napisać to o każdej części Jego ciała. Amantes amentes- zakochani są jak szaleńcy.

A najbardziej podoba mi się w Nim to, że… nie, nie mogę napisać co podoba mi się najbardziej. Bo sama nie wiem. Bo podoba mi się prawie wszystko. Zakochanie rządzi się swoimi prawami i wedle tych praw taki stan rzeczy jest normalny. Więc podoba mi się Jego luz. To, że mało co jest Go w stanie zdenerwować. Skoro nawet mnie nie udało się wyprowadzić Go z równowagi…  podoba mi się, że nie tylko przystaje na moje głupie pomysły, ale i generuje własne. Nie mniej głupie. Stanowiące idealne uzupełnienie moich. Podoba mi się, że nie krępują Go durne społeczne nakazy czy równie głupie normy. Podoba mi się Jego bezczelność. Nawet w stosunku do mnie. Podoba mi się Jego spontaniczność. Nigdy nie zapomnę, jak na początku znajomości jechał 200 km, z naszej podkrakowskiej dziury do Rzeszowa tylko po to, żeby mnie zobaczyć. Podoba mi się Jego zdrowe podejście do życia. I logiczne myślenie. Rzecz w tych czasach rzadko spotykana. Zwłaszcza u samców. Podoba mi się Jego tolerancja. I wyrozumiałość.

I podoba mi się to, że chce mnie taką jaka jestem. Z moja bujną przeszłością, rozchwianą sferą emocjonalną, chorymi jazdami, pociągiem do alkoholu, tendencją do imprezowania, próżnością, kolczykami, tatuażami i ciągle zmieniającymi kolor włosami.  

Jego postać jest dla mnie idealnym zobrazowaniem frazy ‘’zajebisty facet’’. Zazdrościcie mi, ze z Nim jestem? I słusznie, bo czasem sama sobie tego zazdroszczę.

 

…Lola vel Brej pisząca takie rzeczy na swoim świętym blogu.

Pochwała samca? Pean pochwalny na cześć mężczyzny?

 Nie poznajecie mnie?

 Nie dziwię się, bo w tym momencie sama siebie nie poznaję.

Komentarze (0) :: Przeglądaj

10.3.2012 - Fine.

 

 

                Dawno nie pisałam. Co u mnie? Dobrze. To chyba najprostsze określenie. Tak. Jest dobrze. Mimo, że praca wykańcza mnie psychicznie, a czasami nawet fizycznie.  No, ale jeśli człowiek wreszcie, po ponad dwudziestu latach opierdalania się ruszył szanowne 4 litery i znalazł robotę, to tak bywa. Jestem nieprzyzwyczajona do pracy. I wszystkiego co za tym idzie: do norm, do określonych zachowań, do białej bluzki… nawet do tego, że mam kogoś ponad sobą. Ale wiecie co? Kiedy wracam do mieszkania w poczuciu dobrze wypełnionego obowiązku odczuwam cholerną satysfakcję. Gdybym wiedziała, że tak będzie zaczęłabym rozglądać się za posadą dużo wcześniej.

                Licencjat na razie niezbyt posuwa się do przodu. Owszem, czasem najdzie mnie wena, wtedy słucham analizowanych w nim kawałków i piszę mniej lub bardziej odkrywcze rzeczy. Chociaż zwykle gdy się rozkręcam dzwoni mój szef ze zleceniami.

                Robert…hmmm… to jest temat na osobny wątek. Albo i całą serię wątków. W sumie mogłabym założyć bloga www.blog.fory.pl/mojeżyciezrobertem .

                Mam wyrzuty sumienia, że zaniedbuję bloga. Postaram się nadrobić.

 

 

Komentarze (0) :: Przeglądaj

24.2.2012 - Nasal piercing

 

Jak wszyscy wiedzą, uwielbiam wszystko co dotyczy upiększania (choć moja Babcia nazwałaby to oszpecaniem) ciała. Pisałam już o tatuażach, teraz przyszedł czas na kolejną rzecz, która ‘’od zawsze’’ mi się podoba. Mianowicie piercing. Mam sześciokrotnie przebite uszy i jeden dodatkowy kolczyk, dla wybranych. W sumie nie jest to dużo… siedem kolczyków na całym ciele, z czego iększość w społecznie akceptowanych miejscach. Niektórzy w jednym uchu mają więcej niż ja w całym ciele… Oprócz tego fascynują mnie kolczyki w nosie. Konkretnie:  w płatku nosa. Fachowo zwany nostrilem. Najwcześniejsze wzmianki o tym przekłuciu znajdują się w ‘’Wedach’’ i chrześcijańskiej ‘’Biblii’’. Tak, tak moi Drodzy, w ‘’Biblii’’. W Księdze Rodzaju Rebeka otrzymuje od Abrahama złoty pierścień do nosa. Według mnie (a Babcia na pewno nie podzieliłaby tego zdania) jest to cholernie kobiece i zajebiście seksowne.

 

 

Ale  znalazłam też przekłucia, które wcale a wcale mi się nie podobają. Swoją drogą nawet nie wiedziałam, że niektóre z nich w ogóle istnieją. Na początek tak zwany septum piercing, który mnie osobiście kojarzy się z bykiem, któremu zakłada się na to łańcuch i prowadzi do jałówki:

 

 

Jak dla mnie, laska wygląda jakby miała wąsy! Choć muszę przyznać, że zazdroszczę jej fryzury. Bardzo podobają mi się kolorowe włosy.

 

 

A to już prawdziwy hardcore (jeśli chodzi o septum).

 

 

 

Kolejną dewiacją jest wg mnie nasallang piercing. Polega on na przekłuciu całego nosa. Od końca do końca. Sztanga z dwoma kulkami prowadzona jest przez oba płatki i przegrodę nosową. Chyba nigdy nie zdecydowałabym się na taki ból, tym bardziej, że -przynajmniej jak dla mnie- efekt nie jest powalający:

 

 

 

To poniżej to tak zwany nasal tip piercing. Przebiega od wnętrza nozdrza do czubka nosa. Nazywany jest też rhino, od nosorożca, którego przypomina. Mnie przeraża, ale to tylko moje prywatne odczucie.

 

 

 

Septril piercing: tu kolczyk przechodzi pod górną wargą i wewnątrz przegrody nosowej. Przechodzi to moje pojęcie:

 

 

 A na koniec kilku koleci, którzy...no, zresztą zobaczcie sami:

 

 

 

Komentarze (0) :: Przeglądaj

20.2.2012 - Life

Dodany przez R jak rozkminy

 

 

 

 

 

Życie, życie, życie… przytłacza, męczy, czasem skłania do refleksji. Ale nie czuję się na siłach, by się nimi dzielić. Dziś tylko cytat z książki ‘’Gra w pochowanego’’ Przemysława Borkowskiego (tego wysokiego w okularach z ‘’Kabaretu Moralnego Niepokoju’’) str. 176-178:

 

                -Rodzimy się, chodzimy do szkoły, potem do pracy, znajdujemy sobie kogoś, mamy dzieci…

                -To jest tak zwany model idealny, tak wyobrażamy sobie szczęście. Ale ilu z nas osiąga taki stan? Zastanawiałeś się kiedyś, ile pułapek czeka na każdym stopniu tych schodów? Możemy zachorować, możemy zostać kalekami w wyniku jakiegoś wypadku, możemy mieć pracę, której nienawidzimy, alb nie mieć pracy i czuć się jak nikomu niepotrzebna szmata. Nasz związek może być koszmarem, albo tylko męczącym jak ból zęba nieporozumieniem, możemy też nie znaleźć nikogo i kroczyć przez życie jak niedokończony półfabrykat. Nasze dzieci mogą być nieuleczalnie chore, może im się coś stać, mogą zmarnować sobie życie na naszych oczach, albo zginąć, zostawiając nas w rozpaczy, o której już nigdy nie będziemy w stanie zapomnieć. To wszystko oczywiście przy założeniu, że mieliśmy szczęście i urodziliśmy się w tej lepszej części świata. Bo jeśli nie, to możemy przeżyć swoje jedyne i niepowtarzalne życie w kraju, gdzie jest wojna albo gdzie panuje wieczna bieda i ludzie umierają z głodu.  Ale nawet, jeśli ominą nas wszystkie te nieszczęścia, możemy być nieszczęśliwi z powodu niespełnienia czy dlatego, że inni mają lepiej, są bogatsi i ładniejsi. Albo tak po prostu, nie wiadomo z jakiego powodu. Można być nieszczęśliwym z dowolnego powodu. Nie jest tak? (…)

                A czy zastanawiałeś się kiedyś, dlaczego ludzkość w trakcie swej historii wymyśliła tak wiele sposobów ucieczki od rzeczywistości? Naroktyki, alkohol, literatura, telewizja, najprzeróżniejsze formy rozrywki, kupowanie coraz to nowych rzeczy, obsesyjnie uprawiany seks, praca aż do całkowitego zatracenia, a wszystko tylko po to, żeby Broń Boże, nie myśleć, jak to wygląda naprawdę. Czy gdyby życie ludzkie było naprawdę dobre, jak usiłuje się nam co jakiś czas wmawiać, czy potrzebowalibyśmy tego wszystkiego? (…)

                Sami siebie oszukujemy. Nauczyliśmy się odwracać wzrok. Machamy sobie przed oczami kolorowymi świecidełkami, jak rodzice potrząsający dziecku nad głową grzechotką, gdy chcą sprawić, by przestało płakać. W przeciwieństwie jednak do nich nie mamy szans by zlikwidować prawdziwą przyczynę płaczu. Dlatego musimy machać coraz szybciej i szybciej, coraz bardziej kolorowymi świecidełkami. Wmawiamy sobie, że jest nieźle, bo strasznie trudno żyć ze świadomością nieuchronnej klęski. Żyjemy nadzieją, że co prawda teraz jest nie za ciekawie, ale na pewno już wkrótce się poprawi. A gdy osiągniemy wiek, kiedy myślenie takie staje się niemożliwe, żyjemy wspomnieniami cudownych chwil z przeszłości, które, jeśli byśmy to sobie dokładnie przypomnieli, były co najwyżej miłe, bo także wtedy uwierało nas coś, jak za ciasne buty, tylko o tym nie pamiętamy. Wtedy naszą nadzieję kierujemy w stronę dzieci i wnuków, łudząc się, że ich życie będzie inne. Nie będzie. Będą może bogatsi od nas, będą mieli więcej zabawek, może będą mogli się teleportować albo przenosić w czasie, ale będą tak samo męczyć się, cierpieć i łudzić jak my. I tak samo jak my, kiedyś umrą. Gdyby ludzie sobie uświadomili, jak rzeczywiście wygląda ich egzystencja, już dawno przestaliby się rozmnażać.

Komentarze (0) :: Przeglądaj

17.2.2012 - Moralność Pani Dulskiej



‘’Wsi spokojna,

Wsi wesoła…’’




                    Czyli o czym rozmawia się przy babcinym stole. Będzie mowa o młodszych kuzynach i ciotkach, pociągnięty zostanie też watek spraw sercowych Loli. Czytelnik dowie się też dlaczego warto mieć znajomości i jak Robert wygonił z domu, wzorowana na Dulskiej,  ciotkę Stefkę.


                    Że nie lubię jeździć do rodziny, wiedzą wszyscy. Że czasem nawet mnie obowiązuje wałęsowkie ‘’nie chcem ale muszem’’ również. Tak więc pewnego mroźnego poranka, kiedy szron rysował na szybach wzory, zwlekłam się z łóżka by odwiedzić dawno niewidzianą familię. Od kilku miesięcy szczęśliwie się wymigiwałam, ale jak pan Twardowski, który trafił do karczmy ‘’Rzym’’, tak i ja w końcu trafiłam pod strzechy.
                    Gwoli ścisłości: do dziadków mogłabym jeździć często. Babcia mimo swojego rasistowskiego nastawienia i proPiSowskich sympatii jest kobietą miłą. Tak samo dziadek, który jest najzabawniejszym starszym panem jakiego znam. Jednak przodkowie moi prowadzą dom otwarty, i nigdy nie wiadomo kogo akurat się u nich zastanie. A nie jest tajemnicą, że na widok stada ciotek i pociotków dostaję ataku alergicznego.
                    Tym razem nie było źle. Zobaczyłam jedną z sióstr Mamy, moją ulubioną, która akurat opowiadała, że jej syn (którego darzę wielką sympatią i z którym to spędziłam niejedno cudowne lato) zdał prawo jazdy za 1 razem i szykuje się do praktyk zawodowych. Szwagierce Mamy pomagałam bawić dziecko, które mimo 21 lat różnicy jest moim równouprawnionym bratem ciotecznym. I wszystko byłoby w porządku, gdyby nie to, że jestem najbardziej kontrowersyjną osobą w rodzinie. Co chyba nie jest dla nikogo zaskoczeniem. Tak więc moje życie naukowe i osobiste zawsze stanowiło przedmiot ciekawości wszystkich ciotek, wujków i oczywiście Babci.
                    -No, jak tam Robert?- spytała. Jej zainteresowanie można uznać za uzasadnione. Miała okazję osobiście poznać mojego faceta, kiedy pewnego razu złożyliśmy jej niespodziewaną wizytę w drodze powrotnej z Kielc. Od tamtego momentu pokochała Go miłością szczerą i głęboką. Po pierwsze za to, że nie jest Turkiem, po drugie za to, że o mnie dba.
                    -A dobrze. Bardzo Mu się u Babci spodobało. Podziwia nasz rodzinny luz i oczywiście poczucie humoru dziadka- odpowiedziałam zgodnie z prawdą. Mama dorzuciła kilka uwag od siebie, co wprawiło mnie w stan lekkiego zakłopotania. Odkąd pamiętam moja Mama nie wypowiadała się pochlebnie o żadnym moim chłopaku. No cóż… widać, że pora umierać. I może bym i umarła, gdyby nie to, że na podwórko podjechał kolejny samochód. Z siostrą babci, ciotką Stefką w środku.
                    Wystrojona jak zwykle ciotka przekroczyła próg domu łopocząc połami płaszcza i stukając obcasami najmodniejszych (tyle, że w ubiegłym sezonie) butów. Odkąd pamiętam ta 55-letnia kobieta wykazywała typowe dla dorobkiewiczów przywiązanie do swoiście pojmowanej ‘’elegancji’’. Z lepszym lub gorszym skutkiem. Teraz też stała przed nami jak Anja Rubik i od razu zaczęła swoje litanie. O wnukach, o interesach, o dupie Maryny…  starałam się czytać książkę, ale trajkotanie nie chciało umilknąć. Słuchałam więc i wyłapywałam błędy stylistyczne wiejskiej elegantki.
                    -No, a moja Lidzia to ma znajomości. Znaczy: ja z mężem mamy. I załatwiliśmy jej posadę na państwowym stanowisku. Bo teraz bez znajomości to się nie da rady. Ostatnio były zwolnienia. Ludzi po studiach pozwalniali, a mojej Lodzi po samej tylko maturze nie. Trzeba się umieć ustawić zakończyła kolejną tyradę. ‘’Durna babo, się chwalisz jakbyś miała czym… zapłacz nad tym, a nie opowiadaj na prawo i lewo. Jak ten kraj mam być normalny, skoro taka Lodzia po maturze piastuje państwowe stanowisko…’’ -pomyślałam.  Widać za dług patrzyłam w stronę Stefki, bo ta zwróciła swoją uwagę na mnie:
                    -A ty co? Studiujesz? Kończysz? Co robisz?
                    -Kończę studia i piszę pracę.
                    -No tak, ty to zawsze w książkach siedziałaś, to napiszesz. A kawalera jakiego masz?
                    -Narzeczonego.
Tu nastąpiła mina Stefki, którą spokojnie można zaliczyć do zjawisk bezcennych.
                    -A czym się ten twój narzeczony zajmuje?
                    -Studiuje i pracuje.
                    -A gdzie pracuje?
                    -W sektorze pokrywającym się ze studiowanym przez Niego kierunkiem- rzuciłam, po czym rozkoszując się miną ciotki (czy też może stryjecznej babki) Stefki wyjaśniłam czym dokładnie zajmuje się Robert i jak to się ma do Jego studiów. Widząc, że ciotka średnio rozumie o czym mówię (co nie dziwi w świetle tego jak skomplikowanymi rzeczami zajmuje się Robert) postanowiłam wypowiedzieć się w języku, który ciotka zrozumie zawsze. W języku liczby i waluty. A prościej mówiąc: powiedziałam jej ile mój Narzeczony zarabia. Tu nastąpiła kolejna wiekopomna mina. Ciotka zzieleniała z zazdrości i zapewne zaczęła w myślach knuć intrygę co zrobić by z chodzącą żyłą złota, jaką na pewno jawił się jej Robert, wyswatać Lodzię.
                    Przebiegłam wzrokiem po twarzach współbiesiadników. Mama starała się ukryć chichot, Babcia pochyliła się nad garnkami by reszta nie widziała jaka satysfakcję sprawił jej wyraz twarzy młodszej siostry. A ja… ja znokautowałam ciotkę uzupełniając swoją wypowiedź informacją, ile Robert dostanie, gdy w czerwcu obroni tytuł.
                    Także niech Czytelnika nie dziwi fakt, że Stefka przez kolejne kilka minut zupełnie straciła chęć do wywyższania się i -ku radości wszystkich zgromadzonych- niezwykle szybko opuściła dom Babci.
Komentarze (0) :: Przeglądaj

14.2.2012 - Sralentynki

 

 

 


 


 

 

                    I nadeszły. Przez jednych wyklinane, przez jednych ubóstwiane- Sralentynki. Przypomina mi się krytyczny tekst, jaki rok temu pod adresem tego ‘’święta’’ wytworzyła i opublikowała na pewnym portalu społecznościowym JKM Kejt. Przy czym mam dziwne wrażenie, że 14 lutego 2012, wtulona w wytatuowane ramiona swojego mężczyzny, ani myśli ‘’jechać’’ po zakochanych.

                    U mnie nastrój jak 365 dni temu. Uwielbiam dawać biskim kartki i nie ważna jest dla mnie okazja. Dlatego sralentynki są dla mnie źródłem radości. Żałuję tylko, że to nie liceum, kiedy mogłam obdarować czerwonym serduszkiem Kasię, Magdę, Paulinę, Gosię i Dara. ‘’Miłość jest wieczna, to obiekty się zmieniają’’- niech więc na spóźnione dowody uczucia (i mój przyjazd do Miasta Grzechu) oczekują rzeszowskie Żony.

                   Dzisiejsza data powinna skłaniać mnie do jakiś refleksji czy choćby kilku mądrych zdań o miłości. Takich, które godne byłyby zawieszenia ich w wirtualnej czasoprzestrzeni. Niestety nic ode mnie nie usłyszycie. O szeroko pojętej miłości nie mam nic do powiedzenia. Kocham (wielu ludzi) i (mam nadzieję) jestem kochana. Ale nie pojmuję mechanizmu, który generuje te pozytywne uczucia. Nie potrafię pojąć co sprawia, że nad moim wrodzonym egoizmem bierze górę pragnienie uczynienia bliskich szczęśliwymi. Także miłość jest dla mnie tajemnicą. Równie dobrze mogłabym wypowiadać się o elektrotechnicznych mechanizmach Roberta. Wiem, że są. Wiem co powodują. Ale nie mam pojęcia jak i na jakiej zasadzie działają.

                    Tyle z ogłoszeń duszpasterskich. Teraz błogosławieństwo, tak? Wszystkim zdrowo zakochanym: jeszcze więcej szczęścia, jeszcze więcej miłości. Wszystkim tkwiącym w chorych związkach: nie życzę Wam cierpliwości, życzę Wam siły żeby kopnąć w cztery litery zazdrosnego/zawistnego/irytującego partnera, który na pewno nie był tą właściwą ‘’drugą połówką pomarańczy’’. Singlom życzę żeby cieszyły się z życia i zrozumiały, że posiadanie partnera nie jest nieodzownym warunkiem bycia szczęśliwym. Polecam piosenkę Macieja Maleńczuka ‘’Kocham siebie’’. Bo ‘’pokochać siebie, to rozpocząć romans na całe życie’’, czego i sparowanym, i niesparowanym serdecznie życzę.

Komentarze (0) :: Przeglądaj

4.2.2012 - Hej kolęda, kolęda!

 

 

 

Lola nerwowo wierciła się na fotelu. Pod nosem nuciła ‘’słudzy Watykanu to legalna mafi(j)a, ona cię okrada, oszukuje, każdego dnia’’. I nawet karcące spojrzenia Babci nie zdołały przerwać jej mini-koncertu. Weronika siedziała obok i nerwowo kartkowała zeszyt do religii. Babcia poprawiała miseczkę z wodą święconą a Dziadek wkładał coś do koperty.

                -Duży haracz z nas dziś zbiorą?- zapytała Lola przerywając na chwilę swoje wokalne popisy. Dziadek powiedział jej sumę. Zagwizdała z wrażenia, po czym skomentowała, że w życiu by tyle nie dała. Zwłaszcza na kościół. Weronika ochoczo jej zawtórowała. Babcia nie miała siły tłumaczyć, że tak trzeba, bo kapłan tez człowiek i zarobić musi.

                Lola łudziła się jeszcze, że może duszpasterz przyprowadzi ze sobą przystojnych ministrantów, i będzie na kim zawiesić oko. Jej chimery rozwiał dzwonek do drzwi i pojawienie się dwóch cherubinków. Na oko 11-letnich.  Lola pożegnała się z marzeniami o ministrantach pięknych jak Vigo Mortensen. Oko nie zostało zawieszone. Za to ucho zostało zmasakrowane. Bo dwóch małolatów, zgodnie z tradycją odśpiewało ‘’Chrystus się rodzi’’. Lola poczuła się jak Syfon po przesławnym pojedynku na miny. Została zgwałcona przez uszy.

                Za młodymi przyszedł Ksiądz. Lola widziała go pierwszy raz w życiu. Co dziwi w świetle tego, że odkąd jej sferą duchową zajął się Robert, jest w kościele częściej niż przykazane 2 razy do roku. Rodzina odmówiła modlitwę po czym każdy wygodnie rozsiadł się w fotelu.  Zaczęły się standardowe pytania. Jak zdrowie Seniorów? Jak praca Rodziców? Jak szkoła Weroniki? I doszło do Loli.

                -A Ty co porabiasz?

                -Studiuję- odparła enigmatycznie, nienawykła do rozmów z żyjącymi w celibacie mężczyznami.

                -A co? I na którym roku?

                -Filologię polską i w czerwcu będę bronić pracy licencjackiej.

                -A o czym piszesz?- w głosie Bożego Sługi wyczuła znudzenie, zapewne spodziewał się czegoś o Kochanowskim lub Norwiedzie.

                -O muzyce reggae.

                -Oooo…? I co piszesz?

                -Wszystko. Analizuję teksty z ostatnich lat w oparciu o kulturę i filozofię rastafari. Odwołam się do ‘’Biblii’’, symboliki, językowego obrazu świata- mówiła Lola tonem pod tytułem ‘’nic Ci to nie powie, więc nie pytaj’’, jednak przewielebny zaskoczył ją kolejnym pytaniem:

                -A czyje teksty analizujesz? Daab? Izrael? Habakuk?

                Tu Lola została zbita z tropu. I to poważnie. Tak jak i cała jej rodzina. Mający pojęcie o reggae ksiądz! Tego jeszcze w polis zwanym Miechów chyba nie praktykowano. A zaznaczyć wypada, że sytuacja jeszcze się rozwinęła. Lola wyrecytowała duchownemu wszystkie tytuły, które zamierza zawrzeć w swoim dziele, on dopowiedział swoje sugestie… nasza bohaterka nie mogła wyjść z pozytywnego szoku.

                Wieczorem, gdy już słodko zasypiała i dziękowała Bogu za kolejny przeżyty dzień pozwoliła sobie na westchnienie:

                -Panie Boże… ten ksiądz był nawet nieszkodliwy społecznie. Gdyby nie nosił sutanny, to stwierdziłabym, że jest dość sympatyczny.  Zaskoczyłeś mnie.  Czyżbyś w swej mądrości stworzył też ogarniętych księży?

Komentarze (0) :: Przeglądaj

20.1.2012 - Tuwim

''Lecz słowom mym daj Boże połysk ostrej stali,

Brawurę i fantazję, rym celny i cienki,
Aby ci, w których palnę, prosto w łeb dostali,
Kulą z sześciostrzałowej, błyszczącej piosenki!''
Julian Tuwim (dowód na to, że nawet ucząc się

na egzamin z XX-lecia da się znaleźć inspirację)

 

Komentarze (0) :: Przeglądaj

17.1.2012 - One, big ass.

 

 

 

Tak, jestem zła. Na siebie. Na czasoprzestrzeń. Na cały świat. 

Tak, jestem nieprzyzwyczajona, że coś idzie nie po mojej myśli.

Tak, mam ochotę się rozpłakać, chociaż w sumie musiałabym sobie przypomnieć jak to się robi.

Tak, jestem zdemotywowana jak jasna cholera.

Tak, odczuwam spadek wiary w siebie.

Tak, zmiejszyła mi się samoocena i juz nie czuję się na siłach zbawiać świata.

Tak, trzeba mnie wspierać duchowo.

Tak, nie śmieszą mnie nawet chamskie i niestosowne teksty Roberta, które w innej sytuacji by mnie bawiły.

Tak, nie chce dać mi pocieszenia nawet nowy twór made by Magda czyli Gietekon wybijający beat ogonem.

Tak, mam chwilę załamania.

                    Wszyscy mają to czemu ja nie miałabym jej doświadczać? Wolno mi? Wolno. I właśnie z tego demokratycznego prawa korzystam. Załamuję się, nic mi się nie podoba, mam wrażenie, że nic mi nie wychodzi a czego się nie tknę, to spieprzę, czuję się samotna, poddenerwowana, odczuwam cały bezsens egzystencji, rzeczywistość mnie przygniata, wszystko jest szare, brudne i jakieś takie paskudne. Denerwuje mnie biurokracja, denerwuje mnie cena benzyny, do wrzenia doprowadza mnie świadomość, że jestem 200 kilometrów od Narzeczonego i tracę czas na bezsensowne głupoty, irytuje mnie to, że żywię się samymi jogurtami a nie chudnę, działa mi na nerwy przyszły egzamin, nie podoba mi się śnieg...

                    Robert stwierdził, że powinnam iść do ''Srota'' to wytańczyć. Nie chcę iść do żadnego klubu. Zasugerował, żebym umówiła się z kimś na piwo. Na jakie piwo? Nie po to rezygnuję z fast foodów, żeby teraz nadrabiać spalone kalorie chmielem. Tu zirytowała mnie męska nieznajomość praktyki zdrowego żywienia.

                    Na szczęście za 1h 40 min ten ze wszech miar pojebany dzień się skończy, a ja obudzę się i... no właśnie. Mam nadzieję, że zostanę czymś pozytywnie zaskoczona. Wreszcie.

 

Komentarze (0) :: Przeglądaj

<- Poprzednia strona :: Następna strona ->
''Lecz słowom mym daj Boże połysk ostrej stali,
Brawurę i fantazję, rym celny i cienki,
Aby ci, w których palnę, prosto w łeb dostali
Kulą z sześciostrzałowej, błyszczącej piosenki!
Julian Tuwim



tekst zastępczy
Liczniki odwiedzin


Kurtyna w górę!



Osoby dramatu:


Robert- Posiadacz 40 przecudownych dreadów, charakterystycznego samochodu i najbardziej szalonego Lemura na świecie. Jeden z nielicznych ludzi, którzy rozumieją ''poczucie humoru'' Loli. Cierpliwy, wyrozumiały towarzysz jej faz i wypraw. Człowiek, któremu może powiedzieć dosłownie wszystko. Jej prawa ręka i centrum jej prywatnego świata.



Paula, Kasia i Ania- biedne istoty, które przewrotny los skazał na dzielenie mieszkania z bohaterką tegoż bloga. Módlmy się dla nich o wytrwałość i siłę!

tekst zastępczy

Lola - autorka tegoż bloga. Cytując Kejt ''lubi mężczyzn o dyskusyjnej urodzie''.
-Karolino, może sama opisz się w kilku słowach...?
-Słucham?… opisać MNIE w kilku słowach? Wolne żarty! Studentka. Zbyt pewna siebie. Indywidualistka. Socjopatka. 1/4 Morena Teamu, dawnej formacji o której powstał cytat ‘’gdzie się nie pojawicie, tam siejecie ogólny zamęt, chaos, poruszenie i kontrowersję’’.



Kreatywna. ‘’Ta z kolczykiem’’. Egoistka.
Odporna na wszelkie próby nawracania.
Antyklerykalna.
Egocentryczka.
Księżniczka Morencji.
Przeciwniczka palenia.
Prototyp Króla Juliana.
Cyniczna.
Rezydentka rzeszowskich klubów.
Liberalna.
Uczulona na hipokryzję.
Poszukująca.
Wiecznie niewyspana.
Optymistka.
Bezpruderyjna.
‘’Ta w czapce striptizerki’’.
Niepraktyczna.
Zadowolona z życia.
Niepoważna.
Rozpieszczona.
Grafomanka.
Delikatnie mówiąc popieprzona.





...blog ten jest miejscem opisu refleksji, zachowań, przemyśleń, imprez, problemów, ludzi i zdarzeń z którymi na codzień styka się moja skromna osoba.


‘’Lepiej mieć 10 prawdziwych wrogów niż 100 fałszywych przyjaciół’’


Czyli specjalne pozdrowienia dla wszystkich,którzy mnie nie cierpią,na mój widok przechodzą na drugą stronę ulicy, dostają torsji, mają ochotę rzucić we mnie czymkolwiek, co mają pod ręką! Czasem wstaję z łóżka tylko i wyłącznie po to, żeby Was zobaczyć , bo motywujecie mnie do działania, zgodnie z zasadą

‘’jeśli nie masz po co żyć, żyj na złość innym’’
.
Przeprasza, że nie wymienię was z parszywego imienia i jeszcze parszywszego nazwiska! Mimo wszystko:
Dziękuję Wam!


Co mi Wena ostatnio zesłała...

[] Jesteś bogiem
[] Znów ja
[] Good bye my love, good bye!
[] Meeting
[] Welcome again :)






Poznawszy ’’doświadczone’’ panny udające świętoszki,
idiotów udających geniuszy,
gejów udających heteryków,
Turków udających Hiszpanów,
beztalencia udające profesjonalistów,
prostytutki udające studentki,
Wieśków udających hardcorów,
prawiczków udających playboyów
powiem tylko jedno:
w przeciwieństwie do nich
wolę żeby nienawidzono mnie taką jaka jestem,
niż kochano taką,
jaka nigdy nie będę.

Pozdrowienia dla hipokrytów, czyli ludzi,
którzy boją się być sobą!



So if you are in sight and the day is right
She’s a hunter you’re the fox
The gentle voice that talks to you
Won’t talk forever
It’s a night for passion
But the morning means goodbye
Beware of what is flashing in her eyes
She’s going to get you!
Ace of Base ''All that she want''




Linki

[] Start
[] Mój profil
[] Archiwum
[] Przyjaciele
[] Mój Email


tekst zastępczy


''Jeszcze wypijemy za to co było,
chociaż nigdy już nie wróci, tak się potoczyło...




''(...)ja mam tu zimne 0,7 i szkło
wiem, że Koran broni jak esperal
ale kielonik?
od kielonika nie zawali się Teheran!
Łona- ''Panie Mahmudzie''



Przyjaciele

[] veerenoix
[] Vamqir
[] piotrplotnik
[] KejtK
[] nieujawniony
[] AngelInTheNight
[] dojrzewam





Dodatki na bloga


Gry online : Wyszukiwarka Mp3 : Filmy online